Category: Bez kategorii

4-dniowy tydzień pracy – czy to może się udać?

W Wielkiej Brytanii trwa właśnie próba skróconego tygodnia pracy. Na Islandii taki eksperyment odbył się jeszcze przed pandemią i nie dość, że okazał się wielkim sukcesem, to jeszcze 4-dniowy tydzień pracy został utrzymany. Kolejne kraje – m.in. Hiszpania, Szkocja, Japonia i Nowa Zelandia – albo rozważają takie rozwiązanie, albo już je sprawdzały. Wydajniejsi i szczęśliwsi pracownicy, niższe koszty utrzymania biur, odciążenie systemu rzadszym wypaleniem zawodowym i zwolnieniami – wydaje się, że to rozwiązanie ma zdecydowanie więcej zalet niż wad. Czy czeka nas rewolucja? 

Eksperyment w Wielkiej Brytanii

W Wielkiej Brytanii trwa półroczna próba wprowadzenia 4-dniowego tygodnia pracy. Bierze w niej udział ponad 3300 osób z 70 firm o różnej wielkości i profilu działania: od niewielkich pubów po wielkie korporacje. Warunek jest jeden: pensja się nie zmniejsza, ale nie może się też zmniejszyć produktywność. Musi być utrzymana na poziomie 100%, a jeśli wzrośnie – to tylko lepiej. 

Próbę prowadzi 4 Day Week Global, organizacja non-profit, która zrzesza liderów biznesu, projektantów i liderów myśli oraz strategów społecznych działających na rzecz skrócenia tygodnia pracy. Naukowcy z Oxfordu, Boston College i Cambridge uważnie obserwują wpływ nowego modelu na samopoczucie pracowników. Jako że próba jest już za półmetkiem, pojawił się pierwszy raport. Co z niego wynika?

Badacze obserwują wskaźniki związane ze zdrowiem, snem, stresem, wypaleniem zawodowym oraz ogólnym zadowoleniem z pracy i z życia. 88% uczestników próby uznało, że w ich firmie nowy model się dobrze sprawdza, nieco mniej niż połowa stwierdziła, że ich wydajność jest na podobnym poziomie jak wcześniej, a jedna trzecia oceniła swoją produktywność jako znacznie większą niż w tradycyjnym trybie. Dla 78% osób przejście z 5-dniowego na 4-dniowy tydzień pracy przebiegło gładko lub bardzo gładko. Na tym etapie 86% uczestników deklaruje, że z dużym prawdopodobieństwem będą chcieli zostać przy krótszym modelu pracy po zakończeniu próby. 

A co na to biznes? Szefowie firm mają wiele pozytywnych obserwacji i przemyśleń. Dyrektorka ds. personalnych w Outcomes First Group przyznała, że kadra zarządzająca widzi wyraźny wzrost wydajności i produktywności, a także lepsze samopoczucie pracowników. Dyrektorka generalna Trio Media podzieliła się informacją, że od momentu rozpoczęcia próby wyniki finansowe firmy wzrosły o 44%! Jednocześnie dyrektor generalny 4 Day Week Global powiedział, że z niektórych firm docierają do nich głosy o przeszkodach, na jakie natrafia ten projekt. Dzieje się to w miejscach, gdzie królują tradycyjne i nieelastyczne praktyki, a kultura organizacyjna jest nieadekwatna do dzisiejszej rzeczywistości. To czytelny sygnał dla tych przedsiębiorstw, że nadszedł czas na zmianę kursu. 

Próba na Islandii 

Na niewielkiej wyspie do eksperymentu przymierzono się jeszcze przed pandemią. Jednym z kluczowych impulsów do jego przeprowadzenia była inicjatywa związków zawodowych i grup społeczeństwa obywatelskiego. Stanowiła ona odpowiedź na wyniki badań dotyczących równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. Islandia wypadła w nich znacznie gorzej niż sąsiedzi. 

Przeprowadzono dwa badania. Próby objęły 2500 osób, co stanowi ok. 0,72% populacji Islandczyków. Krótszy tydzień pracy został wdrożony nie tylko w biurach, ale także w szpitalach, żłobkach, muzeach, urzędach, posterunkach policji i domach pomocy społecznej. Większości osób nie udało się zejść do 32-godzinnego tygodnia pracy, tylko do 35-godzinnego. Już to wystarczyło, by uczestnicy prób poczuli przypływ energii, redukcję stresu, większe skupienie i wydajność oraz poprawę samopoczucia. Zgłaszali też poczucie większej niezależności, lepszej kontroli nad tempem pracy oraz wzrost wsparcia ze strony kolegów i koleżanek z pracy. Liczba konfliktów rodzących się na styku praca-dom zmalała. Cenne było też to, że mężczyźni w związkach heteroseksualnych w większym stopniu uczestniczyli w zadaniach domowych, a obowiązki mogły być dzielone po równo. 

Islandzkie organizacje w większości umożliwiły przejście pracownikom w tryb krótszego tygodnia pracy. Aż 86% osób skorzystało z tej możliwości lub miało szansę na wynegocjowanie takiego modelu pracy. Ważnym aspektem jest też to, że Islandia jest społeczeństwem bardzo sprawiedliwym w kontekście dochodów. W krajach z większymi nierównościami i w charakterze pracy, i w wynagrodzeniach wdrożenie 4-dniowego tygodnia pracy może być bardziej skomplikowane. Innym ważnym elementem jest zaludnienie: Islandii z 346 tysiącami mieszkańców łatwiej było wdrożyć zmiany. Z perspektywy Wielkiej Brytanii, w której żyje 68,7 miliona osób, jawi się to jako dużo bardziej złożone przedsięwzięcie.   

Praca w obliczu pandemii 

Zanim pojawił się Covid, na rynku pracy panowały dość jasne zasady – praca z biura ponad wszystko. Niektórzy pracownicy co jakiś czas próbowali wywalczyć dla siebie częstszą możliwości pracy zdalnej, ale z reguły słyszeli odmowę. Argumentem było przeświadczenie o tym, że praca spoza biura nie może być efektywna. Aż nagle wybuchła pandemia, pozamykano biura, ludzie masowo zaczęli pracować z domu i świat się nie zawalił. Co więcej, często okazywało się, że ich produktywność wzrosła. Po ponad dwóch latach wiele firm sięga po różne sposoby, by zachęcić pracowników do powrotów do firm. Niektóre nie zachęcają, a zmuszają, ale to z kolei jeden z powodów, dla których ludzie zmieniają pracę. 

Kluczowe jednak było to, że mocne jak beton przeświadczenia nie znalazły potwierdzenia w rzeczywistości. I że kiedy pracownicy mają silną motywację, potrafią być wydajni niezależnie od miejsca. Może od czasu też? Wizja 3-dniowego weekendu jest dla wielu osób wystarczająco silną zachętą, by wyrobić się z pracą w 4 dni. 

Ile pracy jest w pracy?

Powiedzmy to sobie uczciwie i wprost: spora część czasu pracy nie jest przeznaczana na pracę, a na kawy, obiady, pogawędki, zakupy, portale społecznościowe i inne internetowe rozrywki czy po prostu krótsze lub dłuższe przerwy. Często tryb wykonywania pracy dopasowujemy do czasu, jaki mamy na jej zrobienie. Jedną prostą czynność, która zajmuje godzinę, potrafimy wykonywać cały dzień, jeśli nie mamy nic innego na głowie. A kiedy mamy kumulację zadań i wydaje się, że są one nie do zrobienia w osiem godzin, potrafimy ze wszystkim zdążyć, odcinając rozpraszacze i maksymalnie się koncentrując. Im więcej obowiązków, tym lepsza organizacja – u bardzo wielu osób tak to właśnie działa. Można się więc pokusić o założenie, że w realiach 4-dniowego tygodnia pracy ludzie nie będą pracować mniej, tylko nie będą tracić i marnować czasu.     

Przystanek na drodze do pracy ze sztuczną inteligencją?

Rynek pracy w przyszłości mocno się zmieni. Rozwój metawersum i sztucznej inteligencji spowoduje zupełną zmianę dotychczasowych reguł gry. Może mocno wpłynąć na ludzkie obowiązki na danym stanowisku, ale też na sposób pracy i jej długość w ciągu dnia. Technologiczni optymiści zakładają, że AI i automatyzacja procesów zdejmą z nas żmudne, czasochłonne zadania i sprawią, że będziemy mieć znacznie więcej wolnego czasu. Krótszy tydzień pracy można potraktować jako ekonomiczną i socjologiczną praktykę z myślą o przyszłych zmianach. A nawet jeśli zmiany będą zachodziły wolniej, jest duża szansa, że w wielu krajach ten model się sprawdzi i sprawi, że gospodarki będą mocniejsze, a ludzie szczęśliwsi. 

Tajemnice Doliny Krzemowej

Przez lata była symbolem rozkwitu cyfryzacji, rozwoju myśli technologicznej i postępu. Z czasem o tej mekce korporacji i gigantów high-tech zaczęto się wypowiadać znacznie bardziej krytycznie. Naukowcy, regulatorzy i dziennikarze sygnalizowali szereg możliwych nadużyć, a lista ujawnionych afer i skandali wydaje się nie mieć końca. Działalność których firm technologicznych z tego i innych zakątków świata najbardziej niepokoi znawców tematu?

W różnych częściach globu są firmy, których funkcjonowanie budzi wiele wątpliwości. Dotyczą one m.in. bezpieczeństwa danych, prywatności użytkowników, zbierania zbyt wielu informacji, manipulacji, cenzury. Warto zachować czujność i możliwie rozważnie wybierać aplikacje do codziennego użytkowania oraz mieć świadomość potencjalnych zagrożeń. 

Technologia, która śledzi za bardzo

W 2010 r. powstała firma mSpy. Tworzy ona oprogramowanie, które umożliwia szpiegowanie telefonów. Samo mSpy promuje swoją aplikację jako narzędzie umożliwiające kontrolę rodzicielską. Tymczasem z badań własnych firmy wynika, że połowa klientów używa jej do inwigilowania aktywności cyfrowej partnera. A jest co sprawdzać – przy pomocy tego narzędzia można przejrzeć wiadomości drugiej osoby, historię przeglądania, połączenia, lokalizację czy jej media społecznościowe. Strach pomyśleć, co zrobi stosujący przemoc członek rodziny, kiedy trafi w jego ręce taka aplikacja do cyberstalkingu. Rok po mSpy w Chinach powstało Megvii. To firma z obszaru sztucznej inteligencji, która potrafi rozpoznawać twarz. W aplikacjach płatniczych, transporcie publicznym czy sklepach funkcjonuje jako narzędzie do weryfikacji tożsamości. Chiński rząd chętnie korzysta z takich rozwiązań, by tropić przestępców, a robi to przy pomocy 170 milionów kamer. Reportera BBC zlokalizowały one w siedem minut. Ryzyko? Ogólnoświatowa inwigilacja z niemal natychmiastowym rozpoznaniem i identyfikacją twarzy.  

Cenzura po nowemu

Baidu powstało w 2000 r. Jednym z produktów tej firmy jest najpopularniejsza w Chinach wyszukiwarka, która odpowiada za dwie trzecie internetowych zapytań. Rząd wykorzystuje ją do śledzenia obywateli i cenzurowania treści. Dla przykładu: skutecznie blokuje ona informacje nt. protestów prodemokratycznych z 2019 r. W podobny sposób jest wykorzystywany WeChat – aplikacja do wysyłania i odbierania wiadomości, obsługiwana przez firmę Tencent, która istnieje od 1998 r. WeChat jest w Chinach najpopularniejszym narzędziem do komunikacji, korzysta z niego miesięcznie ponad 1,15 użytkowników. Firmę oskarżono o praktyki cenzorskie, w ramach których realizuje jedyną słuszną linię partii.    

„Włamy” do telefonów i deepfaki

Pięć lat temu birmańskie władze aresztowały dwóch dziennikarzy Reutersa, którzy dokumentowali ludobójstwo muzułmanów Rohingya. Zostali oni skazani na siedem lat więzienia (zwolniono ich trzy lata temu), a za dowód posłużyły m.in. dokumenty znalezione w ich telefonach. Do urządzeń włamał się oficer policji, a wykorzystał do tego technologię, z jakiej korzysta Cellebrite. To firma kryminalistyczna mająca siedzibę w Izraelu, która „dostaje się” do urządzeń osobistych poszczególnych osób na zlecenie swoich klientów. Są nimi z reguły organy ścigania i inne rządowe podmioty. Firma nie skomentowała tego zdarzenia, a w 2018 r. wycofała się z tamtejszego rynku. Jako inne duże zagrożenie jawi się też odkrycie dokonane przez pewną firmę badawczą. Znalazła ona wewnątrz TikToka – aplikacji społecznościowej stworzonej w 2012 r. przez ByteDance – nieopublikowany kod, który umożliwiłby użytkownikom tworzenie autorskich deepfake’ów. Podobnie rzecz ma się w przypadku siostrzanej aplikacji Douyin. Firma zaprzeczyła i twierdzi, że nie planuje uruchamiać takiej funkcji. 

Czy miliony danych DNA są bezpieczne?

W 2006 r. na rynku pojawiła się 23andMe – firma zajmująca się testami genetycznymi. Z jednej strony pomogła ona milionom ludzi odkryć takie fragmenty drzew genealogicznych, do których niełatwo było dotrzeć. Z drugiej: stworzyła bazy danych DNA, które pozwalają na zidentyfikowanie dużej części populacji. Tego typu bazy mogą pomóc w tropieniu i identyfikacji przestępców, lecz jednocześnie łatwo tu o nadużycia. Do tej pory firma opierała się szpiegowaniu ze strony organów ścigania, może się jednak okazać, że zostanie zmuszona przez sądy do zapewnienia dostępu do danych klientów. Na jaw wyszłyby wtedy także dane osób, które nie korzystały z jej usług. Informacje z genetycznej bazy są w niektórych przypadkach udostępniane do badań partnerom, np. firmie GlaxoSmithKline. Trudno przewidzieć, jak będą one wykorzystywane w przyszłości. I co się wydarzy, gdyby ktoś doprowadził do ich wycieku. 

Rynek nieruchomości – ktoś musi stracić, by zyskać mógł ktoś 

Nieco innym przykładem jest Airbnb, założona w 2008 r. firma, która stworzyła platformę noclegową. Przy jej pomocy można zarezerwować i wynająć pokój, mieszkanie, dom na weekendowy wyjazd czy dłuższy urlop. Rozwój serwisu doprowadził do niekorzystnych zjawisk na rynku nieruchomości, a niektórym uniemożliwił zakup własnego lokum. Cztery lata temu Jane Place Neighborhood Sustainability Initiative opublikowała badanie, które na przykładzie Nowego Orleanu pokazuje te zmiany. Okazało się, że inwestorzy kupowali nieruchomości, wyrzucali z nich lokatorów i adaptowali je na lokale do wynajmu krótkoterminowego. Jedną z nowoorleańskich dzielnic z największą liczbą tego typu lokum jest Bywater. Średnia cena za wynajęcie domu z trzema sypialniami wzrosła na przestrzeni sześciu lat (od 2009 do 2015 r.) o 72%. Airbnb powoduje zmniejszenie liczby opcji na wynajem długoterminowy, wywołuje podwyżki czynszu i wypycha mieszkańców z niższymi dochodami na obrzeża. Można to zaobserwować w różnych miastach i krajach na całym świecie. 

Palantir Technologies: największy sekret Doliny Krzemowej

Połowę klientów tej prywatnej firmy stanowią agencje rządowe. Dysponuje ona ogromną ilością danych i dużymi pieniędzmi. Budzi kontrowersje, rodzi znaki zapytania. Powstała w 2003 r., by wspierać CIA i Pentagon w analizowaniu danych, które ułatwiałyby łapanie terrorystów. CIA było jednym z pierwszych inwestorów, a przez kilka lat – jedynym klientem firmy. Stworzone przez Palantir oprogramowanie okazało się być tak dobre i popularne, że na orbicie pojawiły się kolejne agencje rządowe. Do grona klientów Palantiru należy jednak nie tylko wojsko, są w nim również firmy z sektora inwestycyjnego, kosmicznego, produkcyjnego, automotive, sztucznej inteligencji, produkcyjnego, bankowego i ubezpieczeniowego. Pandemia stworzyła kolejne możliwości biznesowe: firma nawiązała współpracę z brytyjską Narodową Służbą Zdrowia, a celem tej współpracy ma być opracowanie bazy danych covid-19. 

Projektowane i produkowane przez Palantir oprogramowanie przeszukuje, gromadzi i analizuje dane w taki sposób, by wyłaniały się z nich powiązania, które ułatwiają podjęcie najlepszej możliwej decyzji. Znajduje takie zależności pomiędzy informacjami, które mogły zostać przeoczone przez analityka-człowieka. Potrafi ono zeskanować billingi, wpisy w mediach społecznościowych, dzienniki lotów, dokumenty finansowe i rejestry karne, by na końcu zaprezentować czytelną grafikę z linkami. Z punktu widzenia służb wywiadowczych i policji to doskonałe narzędzie pozwalające na zwalczanie przestępczości i zapobieganie atakom terrorystycznym w czasie rzeczywistym. Firma zatrudnia ok. 2500 osób, przede wszystkim inżynierów i doktorów, którzy projektują odpowiednie programy. Dostęp do danych jest regulowany różnymi poziomami uprawnień, co pozwala chronić wrażliwe informacje. 

I choć walka z przestępczością i terroryzmem brzmi jak zajęcie godne pochwały i uznania, Palantir prawdopodobnie łamie konstytucyjne prawa związane z ochroną prywatności. Dostarczane przez nią dane często prowadzą do śledztw, które odbywają się bez stosownych nakazów. A nad firmą nie ma nadzoru. Taki tryb działania ułatwiają zmiany, jakie miały miejsce po zamachach w 2011 r., dzięki którym służby wywiadowcze w imię troski o bezpieczeństwo kraju mogą niemal wszystko.   

Palantir podpisał szereg intratnych kontraktów. Firma ma ponad 1,5 miliarda dolarów w kontraktach rządu federalnego. Na 80 milionów dolarów opiewa umowa z US Navy. Jest też podpisany kontrakt z U.S. Space Force. Przedsiębiorstwo pozyskało też miliardy dolarów od licznych inwestorów. Wiele korporacji potrzebuje zaawansowanego oprogramowania do analizy danych, co z punktu widzenia Palantiru stanowi gigantyczny potencjał. Firma ma jednak skłonność do przewartościowywania umów, musi też nauczyć się współpracy z klientem biznesowym, który ma inne potrzeby i obawy oraz znacznie uważniej inwestuje duże kwoty.  

Palantir Technologies jest uwikłany w skomplikowane mechanizmy i zależności o charakterze geopolitycznym, a w oczach niektórych ma fatalny wizerunek. Działalność firmy budzi wątpliwości natury etycznej, zaś współzałożyciel firmy słynie z tego, że jest wielkim zwolennikiem prezydenta Trumpa. Trzy lata temu na szczycie w Davos Alex Karp, CEO Palantiru, powiedział: „Podstawową misją naszej firmy zawsze było uczynienie Zachodu, zwłaszcza Ameryki, najsilniejszym obszarem na świecie, najsilniejszym, jaki kiedykolwiek był, dla dobra globalnego pokoju i dobrobytu”. Czas pokaże, jak bardzo cel uświęci środki. 

Kogo czytać i słuchać we wrześniu? Ekspertów Masters&Robots

Wrześniowe rekomendacje opierają się na nazwiskach znakomitych światowych specjalistów, którzy już za chwilę wystąpią na konferencji Masters&Robots. Mają oni ogromne doświadczenie, są charyzmatycznymi, doświadczonymi praktykami. Ich publikacje, wystąpienia i podcasty otwierają oczy, inspirują i pomagają zawracać z utartych ścieżek. Oto najciekawsze pozycje tegorocznych prelegentów.

Amy Webb

Założycielka i dyrektorka Future Today Institute, profesorka na Uniwersytecie Nowojorskim. Forbes uznał ją za jedną z pięciu kobiet, które zmieniają świat. BBC umieścił na liście 100 kobiet 2020 r. Rok później pojawiła się na liście Thinkers50 jako jedna z 50 osób, których rola w dziedzinie zarządzania na świecie jest największa. Doradza prezesom i politykom. Genialna futurolożka, pionierka prognozowania, które oparte jest na technologii i danych. Imponuje profesjonalizmem i niebywałą wiedzą. W jakie treści warto zainwestować czas?

  • profil w serwisie LinkedInhttps://www.linkedin.com/in/amywebb, na którym często pojawiają się wpisy z ciekawymi, skłaniającymi do refleksji przemyśleniami
  • książka „The Big Nine: How the Tech Titans and Their Thinking Machines Could Warp Humanity”, w której autorka analizuje, jaką rolę w rozwoju sztucznej inteligencji odegrało dziewięć największych firm technologicznych, przedstawia możliwe scenariusze przyszłości oraz proponuje konkretne rozwiązania w kontekście różnych nieuniknionych problemów związanych się z wymknięciem AI spod kontroli
  • tegoroczne wystąpienie Amy na konferencji technologicznej South by Southwest (SXSW) – https://www.youtube.com/watch?v=Tb7Kv6P7m9Q – w trakcie godzinnej opowieści porusza ona tematy przyszłości, m.in. metawersum, rozwój sztucznej inteligencji i biologii syntetycznej, a przy tym porywa dowcipem i doskonałą umiejętnością przekazywania informacji
  • co roku Amy tworzy raporty, w których analizuje rozwój technologii i jej wpływ na poszczególne dziedziny życia i obszary biznesu; mając do dyspozycji rozważania nt. blisko 500 trendów, warto się zapoznać szczególnie z raportami nt. sztucznej inteligencji, inteligentnych domów (smart home) oraz klimatu i energii    

Seth Godin

Marketingowiec z wykształcenia, krwi i kości, uznawany za guru w swojej dziedzinie. Twórca koncepcji permission marketingu, która skupia się na tworzeniu relacji z klientami. Założyciel firmy Yoyodyne, którą przejęło Yahoo!, twórca Squidoom.com. Jest wybitnym mówcą i autorem wielu bestsellerowych książek, które przetłumaczono na 37 języków. Pokazuje, jak skutecznie budować markę własną. Tygodnik „Time” uznał jego blog za jeden z najlepszych blogów 2009 r. Godin dużo pisze i często snuje opowieści. Od czego zacząć?

  • blog https://seths.blog – prowadzi go z imponującą konsekwencją i regularnością, wpisy ukazują się tam codziennie!, do tej pory pojawiło się ich tam ponad 8000, a grono czytelników liczy ponad milion osób; są tu i rozmyślania, i spostrzeżenia, i praktyczne porady
  • książka „Tribes” – choć od jej wydania minęło kilkanaście lat, wciąż jest aktualna; to pozycjao dobrym przywództwie i skutecznym budowaniu własnego plemienia, o tworzeniu społeczności wokół jakiegoś pomysłu czy przedsięwzięcia i o tym, jak sprawiać, by sytuacja danej grupy była możliwie jak najlepsza; godny uwagi jest także wykład TED „Tribes are what matter now”, jako że najpierw był wykład, a później książka  
  • książka „The Practice” mówiąca o kreatywności, która niezmiennie jest w cenie i o którą coraz trudniej, bo liczba informacji i bodźców wokół jest gigantyczna, a wszyscy nieustannie walczą o uwagę odbiorców; Godin obala mit, że kreatywność jest darem, twierdzi, że jest ona wyborem i można się jej nauczyć, a kluczem do sukcesu jest konsekwencja
  • podcast Akimbo – traktuje o kulturze i uważnym rejestrowaniu tego, co się wokół dzieje, ale przede wszystkim podkreśla, jak ważna w życiu jest postawa aktywna, wykorzystywanie możliwości i podejmowanie działań zamiast dryfowania z głównym nurtem

Patty McCord

Przez 14 lat była dyrektorką ds. talentów w Netfliksie, jest współautorką sukcesu firmy. Stworzyła kulturę pracy, z której firma słynie do dziś. Patty promuje rozwijanie wszystkich pracowników, ale zatrzymywanie w organizacji tylko tych najlepszych – to pozwala osiągnąć wyższy poziom innowacyjności i przewagę nad konkurencją. Jej nowatorskie podejście do zarządzania ludźmi inspiruje kolejne firmy. Jak skorzystać z jej wiedzy?

  • książka „Powerful: jak zbudować kulturę wolności i odpowiedzialności” – to doskonała propozycja zarówno dla HR-owców, jak i właścicieli firm oraz liderów, którzy chcą mieć w zespołach świetnych pracowników; autorka dzieli się przemyśleniami nt. popularnych w organizacjach praktyk, a także opisuje konkretne działania i modele, które umożliwiają optymalne zarządzanie talentami, oraz podsuwa przykłady zachęcające do nieschematycznego działania
  • wystąpienie TED „HR lessons from the world of Silicon Valley start-up” – w ciągu niespełna 12 minut Patty opowiada o kulturze start-upów z Doliny Krzemowej i powodach, dla których ich kultura działa, oraz podrzuca ciekawe pomysły na rozwijanie talentów i w konsekwencji – budowanie znakomicie prosperującego biznesu  

Bill McKibben

Jeden z czołowych aktywistów ekologicznych, od ponad 30 lat apeluje o zmiany w podejściu polityków i przedstawicieli biznesu do ochrony środowiska. Edukator, współtwórca 350.org – kampanii klimatycznej, która gromadzi wokół siebie aktywistów z różnych krajów. Dziennikarz, autor książek. Wyróżniono go Pokojową Nagrodą Gandhiego i Right Livelihood Award, czyli tzw. alternatywnym Noblem. Po jakie materiały sięgnąć?

  • książka „Flaga, krzyż i kombi” – w swojej najnowszej publikacji McKibben przygląda się USA i zastanawia się, jak to się stało, że Stany Zjednoczone przestały być rajem na ziemi, a są miejscem pełnym nierówności, zgorzkniałych ludzi i niespełnionych snów o amerykańskim dobrobycie; rozważa, co poszło nie tak i czy dla któregoś z jego młodzieńczych ideałów jest tu jeszcze miejsce
  • artykuł „Obama i zmiany klimatyczne: prawdziwa historia” w „Rolling Stone” – opowieść o szumnych deklaracjach prezydenta w obronie środowiska i działaniach, które całkowicie im przeczą: choć Obama deklarował, że kryzys klimatyczny traktuje poważnie i obiecywał wycofanie się z pewnych katastrofalnych w skutkach inicjatyw, to już kilka lat później chwalił się ogromnym wydobyciem paliw kopalnych i podejmował dramatyczne dla klimatu kroki

Kai-Fu Lee

Pochodzący z Tajwanu informatyk pracował w top-managemencie gigantów technologicznych: Apple’a, Google’a i Microsoftu. Światowy ekspert od sztucznej inteligencji, przewodniczący globalnej komisji ds. związanych z AI przy Światowym Forum Ekonomicznym. Szef największego chińskiego funduszu inwestycyjnego. Autor kilku książek. Analizuje wpływ nowoczesnych technologii na różne dziedziny życia. Jego konto w social mediach jest bardzo popularne – obserwuje je ponad 50 milionów osób. Które publikacje są szczególnie godne uwagi?

  • książka „Inteligencja sztuczna, rewolucja prawdziwa. Chiny, USA i przyszłość świata” – przez pryzmat swojej ogromnej wiedzy autor odpowiada na szereg pytań związanych ze sztuczną inteligencją, które nurtują dziś ludzi, m.in. czy maszyny zastąpią człowieka, jak zmieni się rynek pracy w związku z ich rozwojem i jak wpłyną one na nierówności w społeczeństwach, proponuje także rozwiązania, które mogą zmniejszyć różne zagrożenia związane z rozwojem AI, oraz pokazuje, jak wygląda technologiczny wyścig między Chinami a Stanami Zjednoczonymi; autor podchodzi do tematu w sposób mądry, wyważony i sceptyczny, co nadaje tej pozycji dodatkową wartość
  • książka „Sztuczna inteligencja 2041. 10 wizji przyszłości” – tę książkę Kai-Fu Lee napisał wraz ze znanym powieściopisarzem sci-fi, a owocem tej współpracy są opowiadania o tym, jak sztuczna inteligencja zmieni oblicze świata w ciągu najbliższych 20 lat, jak wpłynie na edukację, medycynę i zdrowie, jakie nowe formy komunikacji i rozrywki wykształci, a także jakie przyniesie zagrożenia związane z bronią autonomiczną i technologią, która cały czas śledzi człowieka bez jego wiedzy

Mok O’Keefee

Zajmuje się konsultingiem związanym z kulturą organizacyjną i innowacjami w organizacjach. Twórca The Innovation Beehive, wiceprzewodniczący zarządu w Islington Arts Factory – organizacji zapewniającej edukację artystyczną młodzieży w trudnych sytuacjach. Członek zarządu Barn Theatre Project, który wspiera młodzież w zdobywaniu umiejętności wykonawczych. Należy do społeczności St George’s House, Windsor Castle, której ideą jest dzielenie się wiedzą z innymi liderami pracującymi w różnych krajach i wzajemne wsparcie. Co proponuje Mok?

  • książka „The Innovation Ecosystem: How to Turbocharge Innovation in Your Business” –na przykładzie najbardziej innowacyjnych firm na świecie autor identyfikuje cztery elementy stanowiące wspólny mianownik szybkiego i zaskakującego rozwoju, autor oferuje konkretne wskazówki i dostarcza narzędzia, którą pomagają w ich praktycznym wdrożeniu, podpowiada, jak uwolnić kreatywny potencjał pracowników; to znakomita pozycja dla liderów i osób zainteresowanych tematem wyzwalania innowacyjności w ludziach i organizacjach

Nowe technologie w służbie zdrowia i dobrego samopoczucia

O well-beingu mówi się coraz głośniej od lat. Zdecydowanie pomogła mu pandemia, kiedy to temat dobrego samopoczucia stał się szczególnie istotny. Związane z nią liczne konsekwencje zdrowotne i emocjonalne sprawiły, że apele o holistyczne podejście do dobrostanu wybrzmiewają głośno i wyraźnie. Nowe technologie nie dość, że dotrzymują kroku na drodze ku satysfakcjonującej kondycji psycho-fizycznej, to jeszcze regularnie wyprzedzają ludzkość, zaskakując kolejnymi rozwiązaniami. 

Dyskretny nocny obserwator

Kiedy sen nie przynosi odpoczynku i nie regeneruje, to znak, że jakieś procesy są zaburzone. W identyfikacji tych elementów pomaga technologia. W roli urządzeń do monitorowania snu znakomicie spisują się smartwatche wyposażone w odpowiednie funkcje. Śledzą tętno, mają wbudowany czujnik SpO2 lub Pulse Ox, który monitoruje poziom nasycenia krwi tlenem, przygotowują wykresy ukazujące proporcje snu lekkiego i fazy REM. Zliczają też dobową ilość snu oraz pokazują jego wartość regeneracyjną. Dla osób, które nie chcą zabierać ze sobą elektroniki do łóżka, jest alternatywa w postaci Nest Hub. Postawione na szafce nocnej urządzenie jest wyposażone w czujniki, które wykrywają ruch (zmiana pozycji snu czy sięgnięcie po szklankę z wodą), a nawet tryb oddychania.

Federalna Komisja Łączności wyraziła zgodę, by Amazon i Google opracowały urządzenia z czujnikami radarowymi. Pozwolą one śledzić bezkontaktowo sen, oddychanie, chrapanie i przerwy w nabieraniu powietrza. Z kolei monitor snu Sunrise w postaci niedużego czujnika na podbródku może być pomocny przy diagnozie bezdechu sennego. Firma Sleep zebrała 86 milionów dolarów na projekt inteligentnego materaca, który będzie sterowany termostatem, a już teraz poduszka Somnox pomaga ustabilizować cykl oddechów w trakcie snu.

Wibrujące kule remedium na stres

Stres jest źródłem wielu chorób i dysfunkcji organizmu. Im skuteczniej udaje się nim zarządzić, tym lepsza jakość życia. Sposobem na nabranie dystansu do różnych spraw są ćwiczenia oddechowe i medytacja. Przy skłonności do rozpraszania się i kłopotach ze skupieniem warto się wesprzeć Core Meditation Trainer. To urządzenie w kształcie kuli, które lekko wibruje w dłoniach w trakcie słuchania medytacji za pośrednictwem aplikacji. Drgania ułatwiają osiągnięcie stanu relaksu, a przy okazji czujniki na górze kuli poprzez kciuki monitorują aktywność serca. Pozwala to ocenić korzyści, jakie przyniosła dana sesja.

Są też bardziej zaawansowane urządzenia. Fitbit Sense i Charge 5 wyposażono w czujniki aktywności elektrodermalnej (EDA). Wyłapują one choćby niewielkie zmiany elektryczne w poziomie obecnego na skórze potu, co umożliwia obserwowanie reakcji organizmu na czynniki stresogenne. Obaj elektroniczni towarzysze pokazują też aktywność fizyczną, tętno i tryb snu, czyli te elementy, które mają niebagatelny wpływ na sposób radzenia sobie ze stresem. 

Wagi nie tylko do ważenia

Inteligentna waga łącząca się ze smartfonem jest źródłem wielu cennych informacji, a liczba kilogramów jest tylko jedną z nich. Urządzenia mierzą i analizują szereg obszarów: metabolizm, wskaźnik masy ciała, procent wody i tłuszczu w organizmie, masę mięśniową, poziom białka i tętno. Te parametry pomagają zarządzić aktywnością fizyczną, posiłkami i ilością wypijanych płynów. Pozwalają też ustalić dzienny wydatek energetyczny, co jest przydatne w trakcie procesu zmiany masy ciała.

Lustro do jogi i zbiorowe domowe bieganie

Rewolucja technologiczna odbywa się w dużej mierze w obszarze ćwiczeń fizycznych. Nie trzeba już pędzić na siłownię, wystarczy skorzystać z zaawansowanych urządzeń w domowym zaciszu, by osiągnąć pożądany rezultat. Wiele maszyn łączy się z internetem i ma ekrany, na których wyświetlane są treningi. W niektórych przypadkach widok zajęć można przenieść na telefon lub telewizor. Takie urządzenia jak NordicTrack czy Peloton mają biblioteki zajęć z instruktorami oraz dobrane indywidualnie programy treningowe. Wiele maszyn pozwala też wziął udział w zajęciach na żywo, gdzie na bieżąco wyświetlana jest lista liderów – to motywuje, wyzwala żyłkę rywalizacji i daje więcej radości w trakcie biegania, jazdy na rowerze lub wiosłowania. Najnowsze urządzenia wspierają osoby dopiero zaczynające treningi lub wracające do nich po dłuższej przerwie. Mają szereg przydatnych na początek wskazówek i specjalnie opracowane treningi dla początkujących. Miłośnicy pilatesu i jogi mogą za to skorzystać z Mirror i Echelon Reflect z dotykowym ekranem. Warto je zawiesić na ścianie. Kiedy są nieaktywne, wyglądają jak klasyczne lustra. Z kolei w trakcie zajęć można w nich zobaczyć instruktora.     

Syntetyczni trenerzy personalni

Ciekawym zjawiskiem są inteligentne tkaniny ze specjalnymi rękawami. Początkowo wspierały one osoby po operacjach i kontuzjach w ramach zdalnej terapii fizycznej, z czasem stały się hitem wśród osób uprawiających sport. Odzież pilnuje utrzymywania właściwej pozycji, może też wygenerować odpowiedni dla danej wagi opór. Takie zaawansowane ubrania wyłapują również dane biometryczne, m.in. stopień wysiłku, a także poziom stresu i emocji w trakcie treningu. Taki zasób pozyskiwanych informacji umożliwił stworzenie syntetycznych medialnych trenerów fitness, którzy zdalnie współpracują ze swoimi podopiecznymi. Dzięki temu, że każda ich reakcja jest odpowiednio dopasowana do preferencji i zachowań klientów, ci ostatni często są zachwyceni, że znaleźli w końcu swojego ulubionego prowadzącego.   

Domowa (auto)diagnostyka

Rozwija się też gałąź biznesu umożliwiająca monitorowanie różnych parametrów i wstępną diagnostykę stanu zdrowia. Firma Humanity, która niedawno pozyskała od inwestorów 5 milionów dolarów, koncentruje się na spowolnieniu procesów starzenia się organizmu. Specjalne algorytmy analizują dane ze smartfonów i innych urządzeń monitorujących codzienny tryb funkcjonowania, po czym obliczają tempo starzenia i rekomendują rozwiązania, które mają na celu wydłużenie i poprawę jakości życia. Start-up Zoe sprawdza z kolei, jak organizm reaguje na rozmaite produkty spożywcze. Robi to przy pomocy domowego zestawu testowego analizującego mikrobiom i zmiany biomarkerów krwi. Menlo Park idzie o krok dalej – w odpowiedzi na pomiary tętna i poziom glukozy oferuje abonament na porady żywieniowe i spersonalizowane odżywianie. National Institutes of Health poczynił inwestycję na kwotę 160 milionów dolarów, w ramach której będzie analizował zależności między dietą, mikrobiomem jelit, metabolizmem i genami. Pozwoli to uzyskać więcej danych i pogłębić analizy dotyczące tego, co i z jakich powodów ludzie powinni jeść.  

Inteligentne pierścionki, słuchawki i buty

Nowoczesne zegarki analizują nie tylko tętno i ciśnienie krwi. Apple Watch wzbogacił listę parametrów o nasycenie krwi tlenem i monitorowanie cyklu miesiączkowego. Naukowcy zauważyli, że dane z tego typu urządzenia mogą sugerować nieprawidłowości w stanie zdrowia, sugerując np. możliwe odwodnienie organizmu. Spodziewają się, że w niedalekiej przyszłości ten niewielki sprzęt może być źródłem wczesnej interwencji zdrowotnej. Firma Fitbit złożyła w tamtym roku wniosek patentowy o pierścień monitorujący dane biometryczne, np. poziom tlenu we krwi. A naukowcy już opracowali narzędzia open-source, dzięki którym użytkownicy mogą zaprojektować i wytworzyć czujniki zdrowia, np. opaski pokazujące pomiar ruchu i napięcia mięśni czy bransoletki alarmujące o zbyt „szarpanej” jeździe samochodem. 

Stan zdrowia mogą też monitorować urządzenia słuchowe. International Data Corp prognozuje, że do 2024 r. do obiegu wejdzie ich 397 milionów. Oprócz słuchania przez nie muzyki będzie można sprawdzić pracę serca, układu oddechowego i mózgu. Dzięki takiemu dousznemu EEG możliwe będzie również monitorowanie poziomu uwagi i skupienia pracowników w biurach. Badacze z jednego z uniwersytetów sprawdzają, jak można by było wykorzystać te urządzenia do nawigowania w kierunku dźwięku głosu. W takiej rozszerzonej akustycznie rzeczywistości dźwięk mógłby się przesuwać tak, by dobiegał z tego kierunku, w którym należy iść albo skręcić. 

Firma Tec-Innovation z Austrii i politechnika z Graz stworzyły inteligentne buty, które ułatwią codzienne poruszanie się osobom niewidomym lub niedowidzącym. Mają one wbudowane czujniki, które napotykając przeszkodę, wibrują lub wysyłają ostrzeżenie dźwiękowe przez smartfona. Powiadomienia są kierunkowe – przedmiot wykryty przez prawą stopę da znać prawej słuchawce lub wywoła wibracje w tym właśnie bucie.

Wszystkie te rozwiązania sprawiają, że dostęp do usług zapewniających zdrowie i dobrostan będzie łatwiejszy niż kiedykolwiek. Pozostanie tylko regularnie z tego korzystać.

Digital,Marketing,Media,In,Virtual,Screen.business,Working,Digital,Tablet,,Smartphone

Marketing a nowe technologie

W cyfrowej rzeczywistości pojawia się coraz więcej wyzwań dla marketingowców i liderów. O zmianach i wykorzystaniu najnowszych technologii w marketingu rozmawiamy z Kamilą Cichocką, CMO Microsoft.

Digital University: Obserwujemy, że już od dłuższego czasu technologia wywiera coraz większy wpływ na pracę marketerów. Co według Ciebie będzie największym wyzwaniem dla dyrektorów marketingu w nadchodzących latach? 

Kamila Cichocka: W obecnych czasach marketing, tak jak i pozostałe części biznesu, przechodzi wielką transformację. Myślę, że jednym z głównych wyzwań dyrektorów marketingu będzie teraz wyodrębnienie i zdefiniowanie na nowo ról i zadań w marketingu. Nadeszła era customer experience, czyli to, co budujemy dzisiaj, budujemy w orientacji na doświadczenie klienta. Elementem mającym znaczący wpływ na zmianę jest też technologia. Można powiedzieć, że w dzisiejszym świecie jest ona osią, wokół której następuje transformacja cyfrowa. Podobnie jest w marketingu. Mówi się o data driven marketingu oraz o martechu. Niestety w Polsce, ale też na całym świecie poziom cyfryzacji wciąż nie jest na satysfakcjonującym poziomie. Przekłada się to też na pracę w zespołach – marketingowcy często boją się nowych technologii i zmian. Właśnie dlatego celem CMO powinno być oswajanie zespołu ze zmianą i technologią. Musimy zaakceptować fakt, że od zmiany nie da się uciec. Nowoczesnego marketingu nie da się realizować bez wykorzystania technologii.

A jak technologia wpływa na decyzje zakupowe użytkowników? 

Obserwujemy nowe trendy konsumenckie dyktowane na najbliższy czas. Badania przeprowadzone przez agencję Mintel mówią o trzech trendach. Pierwszy to in control. Okazuje się, że użytkownicy w obecnych, niepewnych czasach chcą mieć maksymalne poczucie kontroli nad kontaktem z brandem i wpływ na decyzje zakupowe. Chcą, by to marka dostosowała się do nich, a nie na odwrót. Dodatkowo element dezinformacji, który jest teraz obecny na olbrzymią skalę, też powoduje że konsumenci nie chcą dzisiaj marketingowych buzzwordów ani komunikacji marketingowej w oderwaniu od customer experience. Oczekują przejrzystości i elastyczności w wyborze kontaktu i tego, w jaki sposób używają usługi i produktu. Co za tym idzie – mają zupełnie inne indywidualne potrzeby w zależności od okoliczności. Dominującym trendem jest też tzw. enjoyment everywhere, czyli poszukiwanie przez konsumentów radości z życia w związku z licznymi globalnymi kryzysami. Duże nadzieje pokładane są w markach, od których oczekuje się pozytywnej komunikacji oraz nowatorskich doświadczeń. Użytkownicy potrzebują też zabawy związanej z codziennymi czynnościami. Dlatego sądzę, że w najbliższym czasie sprzedaż czy edukacja nie będą związane stricte z kupowaniem czy też nabywaniem wiedzy, ale właśnie z zabawą. Nie wyobrażam sobie tego elementu bez technologii, czyli bez wiedzy na temat klienta. Takie doświadczenie trzeba zaprojektować dla klientów na szeroką skalę. Mowa tu o gamifikacji czy też użyciu rozszerzonej rzeczywistości metaversum. Trzeci trend który jest dzisiaj ważny dla konsumentów, to cała część związana z wartościami. Konsumenci w coraz większej mierze oczekują zobowiązań etycznych od marek. Nie interesuje ich już tylko kupowanie i posiadanie. Co więcej, sama komunikacja w tym obszarze nie wystarczy – konieczne są idące za deklaracjami bardzo spójne działania. 

Jaka jest Twoim zdaniem rola nowoczesnego CMO w organizacji? Czy to właśnie dyrektor marketingu jest liderem zmiany?

Podstawowym zadaniem marketingowców jest dzielenie się swoją wiedzą o kliencie z całą organizacją. Jesteśmy ambasadorami klientów, a cała firma potrzebuje tej wiedzy, Mówienie o oczekiwaniach i reprezentowanie jego potrzeb, daje nam strategiczną pozycję w rozmowach z zarządem. Dużą rolą CMO jest też budowanie interdyscyplinarnych zespołów kreatywnych. Skończyły się już czasy bycia wszystkowiedzącym liderem i autorytetem w każdej dziedzinie. Nie ma takiej możliwości, aby dziś lider marketingu posiadał pogłębioną wiedzę we wszystkich aspektach marketingu. Dlatego tak ważne jest takie zarządzanie całym działem, aby budować kreatywność i nowatorskie podejście. Nie należy się też obawiać nowych technologii. My, marketingowcy, mamy olbrzymie doświadczenie w dobieraniu taktyk, określaniu grup docelowych i spójnych wartości marki. We wszystkich tych obszarach mamy duże kompetencje ale boimy się tego co nowe i zastanawiamy się jak się w tym sprawdzimy. Dlatego tak ważne jest świadome oswajanie technologii. 

Jeśli chodzi o technologię – wspomniałaś wcześniej o metaversum. Czy marketerzy powinni podejmować jakieś działania w tym obszarze, a jeśli tak to jakie?

Biorąc pod uwagę, że dochodzi do nas coraz więcej sygnałów o metaversum, można uznać, że to odpowiedni moment na eksperymentowanie z tym trendem. Marketingowcy już teraz powinni zastanowić się, jakie są tu możliwości dla brandu i klientów, a także zbadać grupy docelowe, na ile korzystają ze światów, które są już stworzone. To czas podejmowanie wyzwań i korzystanie z taktyk. Może być tak, że kto dziś nie zacznie, za jakiś czas znajdzie się daleko za konkurencją i będzie już za późno na naukę. Ważna jest tu właśnie rola lidera w oswajaniu zmian. Nie można wymagać od zespołu, który wcześniej nie miał styczności z nową technologią, wdrażania z marszu taktyk w nowym środowisku. Najlepszym pomysłem jest tu zaproszenie działu do pomyślenia o metaversum, zrobienia kilku próbnych projektów i dania sobie przestrzeni do wypróbowania pewnych elementów. W przeciwnym razie możemy się spotkać z barierą, która towarzyszy nam wszystkim jeśli chodzi o zmiany. 

Twoim zdaniem, oprócz metaversum, które rozwiązania technologiczne będą kluczowe dla marketingu w najbliższych latach? 

Z pewnością rozwiązaniem, które powinno dziś zainteresować marketerów, jest zarządzanie danymi i ich przetwarzanie. Działania związane z data driven marketingiem czy systemami Customer Data Platform, ale też narzędziami takimi jak Azure Synaps czy Azure Machine Learning, pozwalają na budowanie segmentacji dynamicznych oraz kampanii, a przede wszystkim – na predykcje. Marketing predykcyjny to strategia, która bazuje na przetwarzaniu ogromnej liczby danych i buduje relację między marką a potencjalnym konsumentem. Do tej pory marketingowcy opierali się na doświadczeniu. Analizowaliśmy zrealizowaną kampanię i próbowaliśmy zbudować na podstawie tego wnioski – co zadziałało, a co nie. Natomiast dzisiaj mówimy o tym, że możemy przewidywać przyszłe zachowania naszych klientów. To są rzeczy, które zmieniają całe ROI, z aktywności marketingowych które my prowadzimy. To są takie elementy, które będą miały ogromny wpływ z perspektywy marketingowej, jeśli chodzi o technologiczne aspekty na marketing. Warto zwrócić też uwagę na IoT. Internet rzeczy to bardzo ważna technologia dla marketingowców – zbieranie danych już nie tylko z komputerów, ale też z telefonów, zegarków, okularów, telewizorów, pralek, a nawet lodówek. Wykorzystanie zgromadzonych informacji bardzo pomoże w dostosowaniu produktów i potrzeb do konkretnego odbiorcy. Ale jest też druga strona medalu. Klienci są nieufni i niechętnie przekazują swoje dane firmom. Musimy im zagwarantować w sposób transparentny, że te dane nigdy nie zostaną wykorzystane w inny sposób, niż zadeklarowaliśmy w trakcie ich zbierania. To też ważna rola szefa marketingu – jak już wcześniej mówiłam, jesteśmy ambasadorem klienta a, co za tym idzie, ponosimy odpowiedzialność za obietnice które złożyliśmy. Wymaga to silnej współpracy między działami. 

Porozmawiajmy o Microsoft Technology Center. Od otwarcia MTC minęły już dwa lata. To wystarczający okres, aby pokusić się o małe podsumowanie działalności. Powiedz, jak oceniasz działalność MTC i Alei Innowacji i jak oceniają go klienci.

Przez ten czas odbyliśmy 400 spotkań i otrzymaliśmy 50 publicznych referencji od liderów transformacji w Polsce. Z pewnością klienci doceniają przede wszystkim nasze know-how. Jako globalna firma wiemy, jakie rozwiązania stosowane są dziś w Azji czy Stanach Zjednoczonych – wszystkie te inspiracje od potencjalnych klientów z różnych branż trafiają do MTC. Dlatego jest to miejsce, gdzie firmy mogą czerpać ze wszystkich światowych nowinek z ich branży. Głównym celem MTC jest kreowanie rozwiązań dla biznesu. W związku z tym często na sesjach dla klientów gościmy cały zarząd danej organizacji albo kluczowe osoby też po to, aby patrzeć całościowo na biznes. Często nie skupiamy się na konkretnej linii, czyli tylko na sprzedaży czy też na dziale obsługi klienta. To właśnie sprzyja myśleniu o customer experience, aby firma szeroko widziała ścieżkę klienta i tak naprawdę szukała rozwiązań wokół doświadczenia klienta. Najlepszym dowodem na powodzenie naszego projektu jest Aleja Innowacji, gdzie można zobaczyć przykłady takich rozwiązań stworzonych przez naszych partnerów w oparciu o technologię Microsoft.

Wróćmy jeszcze do idei lifelong learning z której wziął się CMO Club. Czy Twoim zdaniem marketerzy wyższego szczebla albo CMO powinni cały czas się edukować? Jakie korzyści płyną z obecności w branżowych communities?  

Niezależnie od naszego wieku i doświadczenia trzeba pogodzić się z faktem, że każdego dnia jesteśmy w danym obszarze nowicjuszem. Świat zmienia się tak dynamicznie, produkty mają w tej chwili żywotność dużo niższą niż jeszcze chwilę temu. Myślę, że jedynym rozwiązaniem jest nauka przez całe życie. Jeśli chodzi o samą ideę zrzeszania, to sądzę że wymiana doświadczeń oraz wzajemne uczenie się jest bardzo pomocne w dobie transformacji. Dyskusje, nie tylko w obrębie własnej branży, pomagają poznać inną perspektywę i poszerzają pole widzenia, a różnorodność inspiruje do innowatorskich zmian. Warto się spotykać i rozmawiać. 

CMO Club to miejsce dla menedżerów wyższego szczebla, gdzie mogą dzielić się pomysłami, inspirować się i rozwiązywać najtrudniejsze case’y w ekskluzywnym gronie, ale mniej oficjalnym środowisku. Zapraszamy ciekawych ekspertów, omawiamy trendy i rozmawiamy o wyzwaniach, jakie stoją przed współczesnym marketingiem w kontekście m. in. technologicznym. Edukujemy dyrektorów marketingu zarówno B2B jak B2C na temat nowych technologii. Pokazujemy, że przyszłość będzie szła w kierunku transformacji cyfrowej, a ich rola rozszerzy się i będzie ewoluować. 

Odrastający człowiek. Renesans regeneracji?

Biologia syntetyczna wydaje się dopiero rozkręcać, a jej możliwości wraz z każdym kolejnym badaniem i odkryciem rosną. Choć do tej pory medycyna regeneracyjna skupiała się głównie na komórkach macierzystych, uwagę naukowców przykuwają kolejne przełomowe technologie, urządzenia i rozwiązania.

Mocne serce po zawale

O ile ludzka wątroba ma zdolność odrastania po jej przepołowieniu, o tyle inne narządy nie wykazują takiego talentu. To otwiera pole do działania dla badaczy, naukowców i lekarzy.

Serce nie jest w stanie zregenerować własnych komórek, co oznacza, że w wyniku zawału jest ono trwale uszkodzone. Tymczasem naukowcy z londyńskiego King’s College są zdania, że da się wesprzeć organizm w wytworzeniu nowych komórek mięśnia sercowego. Jak to możliwe? Stworzyli oni mieszankę, w skład której wchodzi mikroRNA (miRNA) i Messenger RNA (mRNA), po czym wstrzyknęli ją w uszkodzone serce badanej świni. Efektem było zainicjowanie procesu tworzenia nowych komórek serca, które zastąpiły martwe komórki i ograniczyły powstawanie blizn. Jakiś czas po przyjęciu zastrzyku narząd był w wyraźnie lepszym stanie niż przed. Uniwersytecki zespół liczy na to, że najbliższe dwa lata przyniosą możliwość rozpoczęcia testów na ludziach. Jeśli tak się stanie i rezultaty będą pomyślne, jest realna szansa na złagodzenie dotkliwych skutków zawałów.  

Usłyszeć na nowo


W uchu wewnętrznym mamy włoski, które choć niewielkie, mają duże znaczenie. Wiele osób, które są poddawane chemioterapii, biorą antybiotyki lub są regularnie wystawiane na dużą ilość głośnych dźwięków traci te włoski, a w konsekwencji ich słuch się pogarsza. Z włoskami są ściśle powiązane komórki rzęsate, które pod wpływem tych niekorzystnych czynników obumierają. I choć jakość odbieranych dźwięków można poprawić implantami czy aparatami, firma Frequency Therapeutics (powiązana z MIT) chce to zrobić inaczej. W ramach nurtu działań regeneracyjnych opracowała wstrzykiwany bezpośrednio do ucha lek.

Firma wykorzystuje komórki progenitorowe, które są następcami komórek macierzystych w uchu wewnętrznym. Ich zadanie polega na wytworzeniu komórek rzęsatych i pobudzeniu wzrostu włosków, co pozwala człowiekowi ponownie usłyszeć świat.

Organizacja jest na etapie badań klinicznych. Zastrzyki otrzymało ponad 200 osób, a testy percepcji mowy wskazują na to, że słyszą lepiej. Aktualnie trwa rekrutacja 124 osób do kolejnego badania, którego wyniki powinny się ukazać w przyszłym roku. Zaburzenia zmysłu słuchu lub jego całkowita niesprawność dotyczą setek milionów ludzi na całym świecie. Przywrócenie go byłoby dla nich ogromną zmianą, której do tej pory nawet nie byli sobie w stanie wyobrazić.

Czy noga może odrosnąć?

Badacze z uniwersytetów w Ontario i Massachusetts udowadniają, że tak. Co prawda na razie nowina dotyczy afrykańskiej żaby szponiastej, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. 115 żabom amputowano prawą nogę, po czym podzielono je na trzy grupy. Jednej grupie założono na ranę mały „kapturek” BioDome, w którym umieszczono mieszankę pięciu leków mających na celu wsparcie procesu regeneracji komórek. Druga grupa dostała BioDome bez leków, a żaby z trzeciej grupy nie miały wdrożonego żadnego leczenia.

BioDome jest niewielkim cylindrycznym urządzeniem, którego zewnętrzną warstwę stanowi silikonowy rękaw, a środek – przetworzony jedwab połączony z polimerem, tzw. hydrożelem. Żaby, którym założono BioDome, miały go na sobie tylko przez 24 godziny. Badacze obserwowali płazy przez 1,5 roku. Jak wyglądały kończyny po tym czasie?

Żabom, które dostały koktajl lekowy, odrastały nogi i mogły ich one używać do pływania, stawania i odpychania się. Kolejne badania pokazały, że w nowych kończynach są naczynia krwionośne, nerwy i kości w układzie zbliżonym do „oryginalnego”. Żaby reagowały na nakłuwanie końcówek nóg, co potwierdziło, że nerwy działają, a leki skutecznie uruchomiły szlaki regeneracyjne. Pozostałe żaby w miejscu amputacji miały płat tkanki przypominający kolec. Te, którym założono BioDome bez leków, miały kolec nieco dłuższy niż pozostałe, a on sam reagował na dotyk. Żaby bez leczenia miały mniejsze kolce i były całkowicie pozbawione czucia.   

Wyniki są ekscytujące i obiecujące. Po raz pierwszy zastosowano taki koktajl leków w celu pobudzenia procesów regeneracyjnych, a rezultat ośmiela i zachęca do dalszych badań. Metoda jest obecnie testowana na ssakach, a naukowcy wierzą, że nadejdzie dzień, kiedy zostanie ona pomyślnie wykorzystana na ludziach.  

Kości z dźwięków

Komórki macierzyste są od lat wykorzystywane do odtwarzania tkanek. Naukowcy z RMIT University poszli o krok dalej i dzięki falom dźwiękowym o wysokiej częstotliwości zdołali pobudzić komórki macierzyste do tworzenia komórek kostnych. Kości pochodzą z mezenchymalnych komórek macierzystych, które znajdują się w szpiku kostnym, przez co ich pobieranie jest trudne i bolesne. Badacze sięgnęli po mikroprocesor, który wytwarza sygnały o częstotliwości 10 MHz, i przy jego użyciu zdołali przekształcić tradycyjne komórki macierzyste w oleju silikonowym w mezenchymalne komórki macierzyste, na których im zależało. Za optymalne ustawienie uznano właśnie częstotliwość 10 MHz, 10 minut dziennie, pięć dni z rzędu. Co ciekawe, komórki macierzyste mogą być pozyskiwane z różnych części ciała pacjenta, np. z tkanki tłuszczowej.  

Według Leslie Yeo, naukowca uczestniczącego w tym badaniu, jest to ważny krok w kierunku inżynierii tkankowej, ponieważ „urządzenie jest tanie i proste w użyciu, więc można je łatwo rozbudować do jednoczesnego leczeni dużej liczby komórek”. W momencie, gdy komórki macierzyste zaczną różnicować się w kość, mogą być wstrzyknięte do organizmu w miejscu choroby lub urazu lub umieszczone na implancie, gdzie wyhodują kość. Cały proces jest skuteczny i szybki oraz pozwala wyeliminować leki.  

Kontrowersyjne komórki macierzyste

W kontekście medycyny regeneracyjnej badacze koncentrują się na komórkach macierzystych i ich możliwościach. I o ile otwierają one wiele naukowych drzwi, o tyle równolegle budzą różne kontrowersje. Jedyną metodą leczenia związaną z komórkami macierzystymi, zatwierdzoną przez amerykańską agencję FDA, jest tam przeszczepianie krwiotwórczych lub krwiopochodnych komórek macierzystych.  

W Stanach Zjednoczonych komórki macierzyste są wykorzystywane przede wszystkim do celów badawczych. Szereg ograniczeń z nimi związanych sprawia, że wiele osób chcących podjąć leczenie z wykorzystaniem komórek macierzystych szuka takich możliwości poza granicami USA. Równolegle same Stany Zjednoczone zainwestowały w ubiegłym roku ok. 2,15 miliarda dolarów w poświęcone im badania.  

Jak będzie wyglądał 2050 rok? Scenariusz neutralny Amy Webb

W Filadelfii firma RegenerX otwiera trzecią klinikę. Oferuje wiele zabiegów regeneracyjnych, a jej specjalizacją jest leczenie schorzeń oczu i uszu – potrafi usunąć zwyrodnienie żółtej plamki i przywrócić słuch. Równolegle rozpoczyna prace z pacjentami po amputacjach i w centrum uwagi ma osobę, której próbuje „przywrócić” naturalną rękę poprzez jej odrośnięcie.

Przedsiębiorstwo ma wielu przeciwników, którzy zbierają się przed wszystkimi budynkami i głośno wyrażają swoje niezadowolenie. Zarzucają firmie, że chce się bawić w Boga, naprawiać to, co z jakiegoś powodu miało być zepsute i wbrew siłom natury ingeruje w wady wrodzone. Inni uważają, że potrzebne jest naturalne umieranie ludzi zamiast ich podtrzymywania przy życiu za wszelką cenę. Skandują, że świat będzie przeludniony, zabraknie jedzenia i wody, a system opieki zdrowotnej się zawali.  

Jeszcze inni nie krzyczą, a po cichu w domach fałszują dokumentację medyczną. Liczą na to, że dzięki odpowiednim zabiegom ich serca będą mocniejsze, oni sami bardziej wydajni, ich zmysły będą osiągać niemal nadludzkie możliwości, a ciało dużo wolniej się zestarzeje. Takie działania wymuszają na RegenerX ścisłą współpracę z organami służb państwa, żeby uszczelnić prawo i zwiększyć bezpieczeństwo nas wszystkich.  

Potęga TikToka

Choć istnieje krócej niż Facebook, Instagram, YouTube i Twitter, TikTok zdeklasował pozostałe platformy społecznościowe, najszybciej zdobywając miliard użytkowników i osiągając najwyższy współczynnik zaangażowania. Obok pranków, majsterkowania i psów widać tu wojnę, pociski i miny, a płynny przepływ tych treści jest nad wyraz trafnym obrazem współczesnego świata.

Narodziny TikToka

Zhang Yiming, 36-letni były inżynier Microsoftu i prężnie działający przedsiębiorca, 10 lat temu w swoim niewielkim pekińskim mieszkaniu założył firmę ByteDance. W 2016 r. firma wydała aplikację społecznościową Douyin, która umożliwiała dzielenie się wideo, a jednocześnie była w stanie funkcjonować na rynku z cenzurą internetową. Ta platforma nadal istnieje i prężnie działa w Chinach. Rok później została udostępniona międzynarodowa wersja aplikacji – słynny TikTok. W 2018 r. TikTok połączył się z Musical.ly. Aplikacje w wersji chińskiej i międzynarodowej wyglądają podobnie i mają zbliżone funkcje, lecz w szczegółach nie są jednakowe, ponieważ dostosowano je do potrzeb użytkowników na poszczególnych rynkach, co jest jednym z elementów, które pozwoliły jej odnieść zawrotny sukces.  

Kto steruje TikTokiem?

Aplikacja opiera się na działaniu sztucznej inteligencji, która działa w sposób wysoce zaawansowany, przewidując, co dana osoba zechce zobaczyć w ramach kolejnej treści. Analizuje użytkowników przez pryzmat setek punktów danych, bierze pod uwagę nawet sposób pisania i rytm naciskania klawiszy, o przeglądanych stronach internetowych nie wspominając. To ją wyraźnie odróżnia od systemów, w oparciu o które działa m.in. Facebook i Snapchat, i prawdopodobnie właśnie ten czynnik sprawia, że przeciętny użytkownik TikToka spędza w aplikacji około 26 godzin miesięcznie. Wykorzystana technologia optymalizuje cały proces związany z treścią – od jej stworzenia przez selekcję po najlepsze rekomendacje. Jeśli krótkie filmiki są w stanie zatrzymać daną osobę średnio na 52 minuty każdego dnia, to znaczy, że sztuczna inteligencja działa naprawdę dobrze. Tym bardziej, że dziewięciu na 10 użytkowników korzysta z aplikacji kilka razy dziennie.

Aplikacja nie bez granic

W tamtym roku właściciel TikToka wstrzymał oddech, kiedy administracja Donalda Trumpa zagroziła, że zakaże jego działalności. Jako powód wskazała obawy dotyczące bezpieczeństwa danych i chciała, żeby aplikacja płynnie przeszła w ręce jakiejś amerykańskiej spółki. W gronie zainteresowanych znalazły się m.in. Oracle i Walmart. Prezydent Biden ma inne stanowisko w tej sprawie, dlatego proces został zablokowany na szczeblu federalnym, zakazu nie ma, a TikTok może swobodnie działać.

Gorzej poszło w Indiach. Wśród tamtejszej młodzieży aplikacja jest bardzo popularna, mimo to – ze względu na konflikt graniczny między Indiami a Chinami – w czerwcu 2020 r. władze zabroniły korzystania z platformy. W styczniu 2021 r. zakaz ostatecznie wszedł w życie i mieszkańcy Indii nie mają dostępu do aplikacji. TikTok miał wtedy w tym kraju ponad 200 milionów użytkowników.  

Imponujące osiągnięcia

TikTok jest aplikacją społecznościową, która najszybciej ze wszystkich osiągnęła miliard aktywnych użytkowników. Facebook i YouTube potrzebowały na to ośmiu lat, Instagram ma obecnie ponad miliard użytkowników, a Twitter nigdy nie osiągnął tego pułapu, choć jest na rynku od 16 lat. TikTokowi zajęło to niecałe pięć. Instagram i YouTube mają ambicję, by konkurować z TikTokiem – ta pierwsza platforma stworzyła Reelsy, druga – YouTube Shorts, choć nie wydaje się, by mogły one zagrozić dominacji chińskiej aplikacji. Na TikToku użytkownicy spędzają więcej czasu niż na Facebooku i Instagramie łącznie, a wycena spółki opiewa na 180 miliardów dolarów.

Kto i co konsumuje na TikToku

Aplikacja jest przede wszystkim medium millenialsów i Genu Z, choć i odbiorcami, i twórcami są ludzie w różnym wieku, co pokazuje np. profil @ourfilipinograndma. Starzejący się użytkownicy nie rezygnują z TikToka dlatego, że z niego wyrośli i już nie wypada na nim być. Z ciekawostek: w Chinach, Malezji, Indonezji, Arabii Saudyjskiej i UAE liczba użytkowników w wieku 25-34 lata jest większa niż w wieku 16-24 lata. Największy zasięg wśród dorosłych aplikacja ma w Arabii Saudyjskiej.  

Najbardziej pożądanym rodzajem treści jest szeroko pojęta rozrywka, a treści w tej kategorii mają 443 miliardy całkowitych wyświetleń. Na drugim miejscu plasuje się taniec z liczbą 150 miliardów wyświetleń. Kolejne pozycje na liście zajmują pranki (54 miliardy wyświetleń), fitness (43 miliardy wyświetleń), majsterkowanie (29 miliardów wyświetleń), uroda i pielęgnacja skóry (22 miliardy wyświetleń), moda (18 miliardów wyświetleń), przepisy kulinarne (13 miliardów wyświetleń), poradniki życiowe (8,3 miliarda wyświetleń), zwierzęta domowe (8 miliardów wyświetleń) i filmy z kategorii „na świeżym powietrzu” (1 miliard wyświetleń).  

TikTok jest też najpopularniejszą aplikacją społecznościową dla dzieci. Qustodio, firma produkująca aplikacje zapewniające bezpieczeństwo cyfrowe, poinformowała, że dzieci w wieku 4-15 lat spędzają w aplikacji średnio 75 minut dziennie, czyli więcej niż na YouTube (klasycznym i w wariancie dziecięcym), z kolei w samych Stanach Zjednoczonych wartość ta jest większa i wynosi 87 minut. Jednocześnie TikTok jest najczęściej blokowaną przez rodziców aplikacją społecznościową.

Nowe królestwo influencerów

Kluczowym wskaźnikiem popularności danego medium społecznościowego jest zaangażowanie jego użytkowników, a to jest najwyższe właśnie na TikToku, który prześcignął Instagram i YouTube. Dla porównania: współczynnik zaangażowania mikro-influencerów na Instagramie wyniósł 3,86%, na YouTube 1,63%, a na TikToku – 18%. Z kolei w przypadku mega-influencerów współczynnik zaangażowania wyniósł 1,21% na Instagramie, 0,37% na YouTube i 35% na TikToku. Różnica robi wrażenie.

Według Forbesa najjaśniejsze gwiazdy TikToka zarobiły w 2021 r. 55,5 miliona dolarów, czyli 200% więcej niż rok wcześniej, a na najwyższym miejscu podium jest Charli D’Amelio z zarobkiem 17,5 miliona dolarów i liczbą obserwatorów na poziomie 140 milionów. 

Pierwsza wojna TikToka

Od pierwszego dnia wojny na Ukrainie na TikToku pojawiają się krótkie relacje ukazujące na żywo dramat walki. Zdjęcia i filmiki prezentują spadające na miasta pociski i martwych żołnierzy, skrupulatnie dokumentując i puszczając w świat obrazy wojny w czasie rzeczywistym, co jest też podkreślane w wielu podpisach informujących, że to, co widać na ekranie, dzieje się właśnie w tej chwili. Treści – choć charakter mają poważny i przejmujący – podawane są często w typowej dla TikToka estetyce: nagrania są poszarpane, w tle leci muzyka pop. Intensywnie klikają się nagrania, w których ukraiński mężczyzna przenosi z drogi do lasu minę, a z ust zwisa mu papieros, czy to, na którym widać ukraińskiego żołnierza w stroju do moonwalkingu, który przemieszcza się po polu w rytm piosenki „Smooth Criminal” Michaela Jacksona. Oba wygenerowały miliony wyświetleń i zdobyły wiele empatycznych, wspierających komentarzy.

W podcaście „The Content Mines” padły słowa, że inwazja na Ukrainę jest „najbardziej internetową wojną wszechczasów aż do następnej”. W wielu TikTokowych nagraniach konwencja poważnego dokumentu miesza się z internetowymi żartami i memami. Buduje to więź i zbliża społeczności – Ukraińcy nie są abstrakcyjnymi ofiarami odległej wojny, a ludźmi, którzy korzystają z tej samej sieci, znajdą te same piosenki, portale i aplikacje. Paradoksalnie media społecznościowe dokumentują tę wojnę wierniej i wiarygodniej niż tradycyjni dziennikarze, którzy w obliczu niebezpieczeństwa muszą się wycofać do miejsc, gdzie nic im nie grozi.   

Innowacyjności można się nauczyć

Słowa „innowacyjność” i „kreatywność” przewijają się w powszechnym obiegu nad wyraz często. W co drugim ogłoszeniu rekrutacyjnym od kandydatów wymaga się kreatywności, a co druga firma chwali się, że jest innowatorem w swojej branży. Od rodziców oczekuje się kreatywnych zabaw z dziećmi, a innowatorskie są już nawet urzędy gmin i małe ośrodki kulturalne. Wydaje się, że to obecnie jedne z najbardziej oklepanych pojęć, które przez ciągłe ich powtarzanie zostały pozbawione swojego właściwego, głębokiego znaczenia. Nie jest przecież tak, że wszyscy wokół nas tryskają kreatywnością, a każdy dzień przynosi tysiące rewolucyjnych koncepcji, które – błyskawicznie wdrażane przez zwinne organizacje – radykalnie zmieniają świat.      

Współczesny świat regularnie robi nam „sprawdzam”. Stawia przed nami coraz bardziej złożone wyzwania i wymaga natychmiastowych reakcji. Dotyczą one niemal każdej dziedziny życia i aktywności. W tak zmiennym otoczeniu szczególnie ważna i potrzebna jest zdolność do nieszablonowego myślenia i poszukiwania rozwiązań w pozornie bardzo odległych obszarach.

Trzy kroki wstecz

Wokół zjawiska kreatywności narosły różne mity. Wiele osób żywi przekonanie, że jest to cecha wrodzona. Inni uważają, że najlepsze pomysły rodzą się przypadkowo i są jak niespodziewane przebłyski i olśnienia. Albo że są wynikiem zbiegów okoliczności. Mimo że historia wielokrotnie udowodniła, że jest odwrotnie, ten sposób postrzegania kreatywności ma się dobrze. By odpowiednio budować i rozwijać umiejętności osadzone wokół innowacyjności, niezbędna jest zmiana tego systemu przekonań. Dopiero właściwe postrzeganie zjawiska pozwala na jego optymalny rozwój. Czas zatem porzucić myślenie mityczne na rzecz metodycznego wykorzystywania określonych umiejętności i ich udoskonalanie.  

Stałe a rozwojowe nastawienie do zainteresowań

Badacze odkryli, że istotny wpływ na innowacyjność ma to, jak poszczególne osoby postrzegają zainteresowania. Ci, którzy widzą je jako możliwe do rozwinięcia, są nastawieni na ich rozwój i wierzą, że można je pielęgnować – mają więcej pomysłów integracyjnych i dużo częściej tworzą koncepcje łączące dalekie od siebie dziedziny. Z kolei te osoby, które do zainteresowań mają nastawienie stałe – twierdzą, że należy je znaleźć i się ich trzymać – znacznie częściej myślą w sposób tradycyjny i dość schematyczny, a szukając rozwiązań, poruszają się w obrębie bliskich sobie dziedzin. Ten wniosek naukowców jest zachętą do rozwijania edukacji interdyscyplinarnej, która pozwala poszerzać wiedzę z różnych dziedzin i integrować ją na nowo.

Innowacyjność to sposób myślenia

O innowacjach często myślimy w kontekście technologicznym. Owszem, technologie są ważne, lecz sensem innowacji jest wywrócenie sposobu myślenia. Technologie są narzędziem do zrealizowania jego efektów albo owocem rozmyślań. Czym się charakteryzuje postawa innowacyjna? Osoby o takim sposobie myślenia bawią się tym, co przychodzi im do głowy. Są otwarte, ciekawe, niczego nie odrzucają, niczym się nie ograniczają. W ich umysłach wszystko jest możliwe, a granice nie istnieją. Porzucają utarte ścieżki na rzecz wchodzenia tam, gdzie jeszcze nikogo nie było. Z łatwością patrzą na dane zagadnienie z różnych perspektyw, zadają dużo pytań. Są pełni energii i zaangażowania. Nie ma dla nich problemów, są tylko okazje i możliwości.  

By organizacja była innowacyjna, potrzebuje na pokładzie ludzi, którzy podważają status quo i których wizje mają rozmach. Sam biznes musi być otwarty na zmiany, działać szybko i odważnie. Ogromnie ważna jest świadomość tego, że dążenie do innowacji wiąże się z dużym prawdopodobieństwem porażki i niesie ze sobą ryzyko niepowodzeń. Jest to jednak nieodłączny element całego procesu i tak należy do tego podejść. Kluczem do sukcesu jest współpraca – nawet najbardziej genialne pomysły nie popchną organizacji w rozwoju, jeśli pomiędzy poszczególnymi osobami i zespołami nie będzie woli wspólnego dopracowania koncepcji. Najgorsze dla organizacji jest utknięcie w miejscu i obserwowanie pleców konkurencji. W końcu nie chodzi o to, żeby przetrwać, chodzi o to, by wyznaczać kierunek.     

Mądre zarządzanie innowacyjnym myśleniem

By właściwi ludzie mogli w pełni uwolnić i zrealizować swój kreatywny potencjał, niezbędne jest mądre zarządzanie organizacją. Mok O’Keeffe, który od lat zajmuje się tym obszarem, podkreśla, jak ważny jest rozwój osób i procesów w dążeniu biznesu do innowacyjności. Mówi o tym, że niezbędne jest wyposażenie pracowników w odpowiednie kompetencje i pewność siebie, a liderów – we właściwe strategie i narzędzia. Należy także dbać o to, by kierownicy zespołów i projektów byli skutecznie inspirowani do umożliwiania i nagradzania kreatywności. Kluczowa jest również dobra komunikacja, budowanie zaangażowania, promowanie elastyczności oraz stworzenie przestrzeni na swobodne poszukiwanie i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań.

Myślenie księżycowe Peter H. Diamandis i jego myślenie księżycowe proponuje zupełną zmianę reguł gry. Autor tej koncepcji prowokuje, drąży i nieustannie pyta liderów: a co, gdybyście dążyli do wzrostu 10 razy większego niż dotychczas? Nie o 10% większego, a 10 razy większego. Podkreśla, że wiele firm koncentruje się na tym, by zwiększyć zyski lub zmniejszyć koszty o 10%. Ta perspektywa natychmiast obniża poprzeczkę, wciąga organizację w proces bieżącego konkurowania z innymi firmami z branży i tłamsi potencjalne przełomowe koncepcje. Innowacyjne podejście w duchu myślenia księżycowego do problemów, wyzwań i trudności już na starcie zmienia perspektywę oraz warunkuje zupełnie inny proces myślenia i poszukiwania rozwiązań. Przynosi zaskakujące pomysły i skupia wokół projektu najlepszych ludzi. Co więcej, 10-krotna poprawa jakiegoś obszaru wcale nie oznacza, że będzie to proporcjonalnie trudniejsze do osiągnięcia. Najczęściej jest wielokrotnie bardziej opłacalna i tylko trochę bardziej wymagająca. Jednym z wzorcowych przykładów tego typu myślenia i działania jest Elon Musk, który sięga już nie tylko księżyca, ale i Marsa.

Warsztaty „Od inspiracji do innowacji” – nowoczesne modele uczenia się w organizacjach. 20-21.06. 2022 – dołącz w Warszawie lub online.

Na warsztatach „Od inspiracji do innowacji”  zdobędziesz konkretną wiedzę i narzędzia potrzebne do analizowania inspirujących trendów. Nauczysz się nowej kompetencji tzw. future literacy. Dowiesz się, jak przekładać je na konkretne rozwiązania biznesowe w twojej organizacji i zespole, podnosząc poziom innowacyjności i konkurencyjności Twojej organizacji.

Ten warsztat jest dla Ciebie, jeśli zastanawiasz się:

– jak wykorzystywać zdobywaną wiedzę z różnych obszarów np. konferencji, artykułów, podcastów itp. w codziennych biznesowych wyzwaniach

– jak użyć inspiracji do budowy nowych rozwiązań i innowacji

– w jaki sposób „połączyć kropki”, by budować użyteczne rozwiązania dla konkretnej branży

Szczegóły oraz zapisy znajdziesz na stronie: info.mastersandrobots.tech

Intencjonalne uczenie się przyszłością edukacji

Raport Future of Jobs z 2020 r. wśród 15 najważniejszych kompetencji przyszłości na trzecim miejscu wymienia umiejętność uczenia się. Gwałtowny rozwój technologii i postępująca automatyzacja pracy oznaczają, że nauka przestaje być czymś, co można zakończyć na pewnym etapie. Trzeba nieustannie się uczyć, ale jak to robić w sposób maksymalnie efektywny? Intencjonalnie!

 

Intencjonalne uczenie się – co to znaczy?

U podstaw intencjonalnego uczenia się leży traktowanie każdego doświadczenia jako okazji do rozwoju. Stałą praktyką jest pielęgnowanie ciekawości i podejmowanie nowych wyzwań. Niestety szkoła często tę ciekawość zabija już w pierwszych latach edukacji. Uczymy się wielu rzeczy i zjawisk, których nie rozumiemy, a co gorsza, które uważamy za zupełnie nieprzydane w życiu. W polskiej szkole zadawane są głównie pytania: co, kto i kiedy, brakuje zaś myślenia krytycznego i analizy, jak do tego doszło i czemu to służy. Na szczęście w życiu dorosłym możemy to zmienić.

Dlaczego chcę to wiedzieć, zrozumieć, zapamiętać? W jaki sposób wykorzystam przyswojone informacje i umiejętności? I jakie znaczenie dla mojej kariery ma to, czego się uczę? Takie pytania powinniśmy zadać sobie na początku. Intencjonalne uczenie się oznacza bowiem świadome zdobywanie wiedzy i zdolności, po to, by móc korzystać z nich w życiu i w pracy. Każda rozmowa, spotkanie i zadanie mogą służyć temu celowi. Osoby uczące się w sposób zamierzony wyróżnia nastawienie na rozwój i ciekawość świata. Choć są to cechy osobowości, które ludzie posiadają naturalnie w różnym stopniu, to – zgodnie z raportem McKinsey Global Institute z 2020 r. – można je również przyswoić. Ludzie uczący się intencjonalnie wierzą, że ich zdolności, a nawet inteligencja mogą być stale rozwijane, poszerzane i zmieniane. Dzięki temu łatwiej dostosowują się do okoliczności i lepiej sobie radzą na współczesnym, płynnym rynku pracy.

Dlaczego intencjonalne uczenie się jest tak istotne?

Raport Światowego Forum Ekonomicznego z października 2020 roku prognozuje, że do 2025 roku ok. 85 mln ludzi będzie musiało się przekwalifikować z powodu postępów w automatyzacji pracy. Do 2025 roku czas pracy nad bieżącymi zadaniami ludzi i maszyn może się wyrównać. Wiele stanowisk zostanie zastąpionych przez maszyny, ale – m.in. dlatego, że ktoś te urządzenia będzie musiał programować, naprawiać i nadzorować – przypuszcza się, że powstanie 97 mln nowych profesji. W przeciwieństwie do największych zmian w środowisku pracy w przeszłości, np. tych wywołanych przez industrializację, czwarta rewolucja przemysłowa nie będzie pojedynczym momentem zmiany. Rozbudzona przez powszechną cyfryzację i automatyzację, będzie erą nieustannych zmian.

Pandemia Covid-19 pokazała, że w razie przymusu ludzie są w stanie szybko przystosować się do nowych warunków. Otwarliśmy się na rozwój wykładniczy, choć postęp w edukacji wciąż nie nadąża za rewolucją technologiczną. Konieczne zatem staje się znalezienie nowego modelu nauczania odpowiedniego dla potrzeb nowej ery. Już małe dzieci powinno się przyzwyczajać do zmienności, aby później łatwiej było im ją znieść. W szkole zaś coraz bardziej pożądany staje się model „odwróconej klasy”, w której to młodzież przejmuje inicjatywę i dyskutuje nad postawionymi zagadnieniami. Nauczyciel nie jest tu wykładowcą. Pozwala uczniom na samodzielne wysuwanie wniosków i zachęca do aktywności, w razie potrzeby korygując błędy.

 

Jak uczyć się intencjonalnie?

Pierwszym krokiem do wdrożenia nawyku intencjonalnego uczenia się jest przyjęcie odpowiedniego nastawienia. Należy odrzucić pogląd, jakoby cechy osobowości, talenty i zdolności były skończonymi lub stałymi zasobami, których nie można zmienić ani ulepszyć. Nikt nie jest albo inteligentny, albo przeciętny, a błędy i porażki nie świadczą o ograniczeniach intelektu, lecz są narzędziami pozwalającymi się rozwijać.

Istotny jest proces, niezależnie od wyniku. Idąc tym tokiem myślenia, wiele nowatorskich szkół odrzuca tradycyjny system oceniania. Zamiast niego wprowadza ocenę opisową, która nie stygmatyzuje, ale wskazuje, nad czym warto pracować.

Intencjonalne uczenie się oznacza przełamywanie własnych barier i lęków, które przekuwane są w ciekawość. Pomaga w tym podejmowanie wyzwań, które nie są związane z codzienną pracą, takich jak gra na instrumencie muzycznym, nauka tańca czy uczestnictwo w szkoleniach komputerowych. Najlepiej robić to systematycznie, z czym wiąże się umiejętność planowania i gospodarowania czasem. Pośród licznych obowiązków zawsze można wygospodarować czas na naukę, np. słuchając audiobooków podczas jazdy samochodem.

Ucząc się nowych rzeczy, warto korzystać z pomocy ekspertów. Dobrze jest czytać książki i słuchać podcastów znawców tematu, ale można przecież pójść dalej i przełamać lęk przed osobistym kontaktem z nimi. Wysłanie maila z nurtującymi pytaniami czy prośba o mentoring stają się szansą na lepsze, bardziej pogłębione wykorzystanie zdobytej wiedzy.

Dla osób świadomie uczących się całe życie jest podróżą do tego, kim chcą się stać – ponieważ  wciąż odkrywają oni kolejne możliwości, podróż ta nie ma końca.

Warsztaty „Od inspiracji do innowacji” – nowoczesne modele uczenia się w organizacjach. 20-21.06. 2022 – dołącz w Warszawie lub online.

Na warsztatach „Od inspiracji do innowacji”  zdobędziesz konkretną wiedzę i narzędzia potrzebne do analizowania inspirujących trendów. Nauczysz się nowej kompetencji tzw. future literacy. Dowiesz się, jak przekładać je na konkretne rozwiązania biznesowe w twojej organizacji i zespole, podnosząc poziom innowacyjności i konkurencyjności Twojej organizacji.

Ten warsztat jest dla Ciebie, jeśli zastanawiasz się:

– jak wykorzystywać zdobywaną wiedzę z różnych obszarów np. konferencji, artykułów, podcastów itp. w codziennych biznesowych wyzwaniach

– jak użyć inspiracji do budowy nowych rozwiązań i innowacji

– w jaki sposób „połączyć kropki”, by budować użyteczne rozwiązania dla konkretnej branży

Szczegóły oraz zapisy znajdziesz na stronie: info.mastersandrobots.tech

Jutro jest dziś. Jak się przygotować? Kompetencje przyszłości

Uczenie się przez całe życie jest kluczem do udanej kariery, a jednak nigdy dotąd nie było ono równie ważne, jak obecnie. Pojawiają się nowe dziedziny nauki, a postęp technologiczny dyktuje nowe kierunki rozwoju. Od ery Przemysłu 3.0 minęło zaledwie pół wieku, a już czwarta rewolucja przemysłowa zmienia świat na naszych oczach, wzmagając niepewność i poziom skomplikowania XXI wieku. Czego warto się uczyć, by móc przystosować się do obecnej – i nadchodzącej – rzeczywistości?

Przyszłość jest już dziś

Świat ulega przeobrażeniom, a wraz z nim zmieniają się kompetencje, które są niezbędne, aby w nim pracować i dobrze prosperować. Według raportu Światowego Forum Ekonomicznego „The Future of Jobs Report” z 2020 r., przedsiębiorstwa oczekują, że do 2025 r. zmieni się 44% umiejętności, których pracownicy potrzebują, aby efektywnie wykonywać swoje zadania. Kluczowe znaczenie dla tej kwestii ma czwarta rewolucja przemysłowa, wprowadzająca innowacje w takich obszarach, jak robotyka, druk 3D, automatyzacja pojazdów, internet rzeczy i przetwarzanie w chmurze.

W związku z tym zredukowana zostanie liczba stanowisk asystenckich czy innych związanych z usługami. Sztuczna inteligencja potrafi spełnić już takie funkcje, jak umówienie do fryzjera czy zamówienie stolika w restauracji. Jest również w stanie uczestniczyć w trudniejszych konwersacjach, niż prosty chatbot, który odnajduje się tylko w jednym scenariuszu rozmowy. SI opanowuje także rynek prawny i dziennikarski; znane są przypadki dziennikarzy SI, piszących newsy szybciej niż człowiek. W Polsce kilka kancelarii wykorzystuje SI do analizy RODO. To oznacza, że należy położyć nacisk na edukację w kierunkach technicznych. Zadbać o to powinny szczególnie kobiety, bardziej narażone obecnie na bezrobocie.

Kluczowe kompetencje nowego rynku pracy

Rozwój przemysłu prowadzi do konieczności opanowywania nowych umiejętności. Pracownicy linii produkcyjnych muszą być zdolni do pracy z nowymi formami interfejsów człowiek – maszyna i sprawnie zarządzać pracą urządzeń. Administratorzy stają się innowatorami, projektantami, analitykami i twórcami wirtualnych systemów komunikacji, czujników, baz danych, łączności, itp. Zautomatyzowany przemysł wymaga również obecności starszych ekspertów i menedżerów, którzy mogą kierować pracą technologów, na przykład poprzez wyznaczanie celów, tworzenie innowacyjnych produktów, projektowanie modeli produkcji i pozycjonowanie się na konkurencyjnym rynku.

W obecnej sytuacji nie wystarczy posiadać odrębne zasoby wiedzy, umiejętności, wartości itp., konieczna jest zdolność integrowania ich i interaktywnego wykorzystywania. Niezbędne są kompetencje przyszłości – połączenie wiedzy i umiejętności pozwalających podchodzić do wyzwań w sposób wielopłaszczyznowy z nakierowaną na rozwój postawą, aby jak najlepiej dostosować się do zmian. Raport z 2018 r. przygotowany przez DELab UW na zlecenie PFR i Google wskazał trzy grupy takich kompetencji:

  • kompetencje poznawcze – obejmujące kreatywność, logiczne myślenie i rozwiązywanie złożonych problemów
  • kompetencje społeczne – efektywna współpraca w grupie, przywództwo i przedsiębiorczość oraz inteligencja emocjonalna
  • kompetencje cyfrowe i techniczne, obejmujące szereg zagadnień, od znajomości różnych języków programowania po kwestie cyberbezpieczeństwa i prywatności w sieci.

Automatyzacja transportu a kompetencje przyszłości

Niezwykle szybko rozwija się technologia dronowa, coraz częściej zastępująca pracę kurierów. Dania Dominos Pizza na całym świecie dostarczają już drony, a w Afryce, w wielu miejscach, gdzie nie ma nawet zbudowanych dróg, drony są jedynym sposobem transportowania towarów. Wszystkie firmy, które zajmują się rozprowadzaniem produktów – na czele z Amazonem – mają ogromne działy z wielomilionowymi inwestycjami w technologie dronowe. Wzrośnie liczba i możliwości wykorzystania dronów, tymczasem na drogach zwiększy się liczba samochodów – automatów. Autonomiczne ciężarówki, które jeżdżą flotami w formie testowej po całym świecie, już trenują sztuczną inteligencję, by mogła jeździć coraz bezpieczniej i coraz bardziej bezwypadkowo. Logistyka dronów i zautomatyzowanych pojazdów będzie w związku z tym generowała nowe miejsca pracy, a kompetencje z tym związane, jak zarządzanie, planowanie, umiejętność koordynowania zespołem, dyscyplina i odporność na stres będą wysoko cenione.

Nastawienie na współpracę – lokalnie i globalnie

Możliwości komunikacji między ludźmi całego świata rosną, a w każde zadanie zazwyczaj zaangażowana jest więcej niż jedna osoba. Dlatego niezwykle ważne jest zrozumienie, jak najlepiej komunikować się i koordynować działania w ramach zespołu, firmy lub z interesariuszami zewnętrznymi. Kluczowe umiejętności obejmują przekazywanie właściwych informacji odpowiednim osobom oraz tłumaczenie ich między różnymi stronami. Ponadto ważne jest, aby rozumieć tonację, mowę ciała i interakcje międzyludzkie – także te międzykulturowe. W interdyscyplinarnych, międzykulturowych zespołach trzeba umieć się porozumiewać z ludźmi, którzy myślą inaczej niż my.

Uczę się, więc jestem

Biorąc pod uwagę, jak wiele kompetencji warto jest wdrożyć, aby odnieść sukces, najbardziej krytyczną kompetencją w XXI wieku okazuje się być umiejętność uczenia się. Uczenie się przez całe życie jest źródłem innowacji, zdolności adaptacyjnych, zręczności i odporności człowieka, zwłaszcza w szybko zmieniających się warunkach. Baza wiedzy pozostaje niezmienna: należy przyswoić podstawy fizyki, matematyki, biologii, aby zrozumieć rzeczywistość. W tym zakresie mieści się także umiejętność rozumienia technologii. Jednocześnie trzeba być przygotowanym na naukę rzeczy, o których później trzeba będzie zapomnieć, bo przestaną być aktualne. Nadążanie za nadchodzącymi zmianami będzie wymagało gotowości do ciągłego odkrywania siebie, regularnego dostosowywania swojego podejścia do pracy i ludzi, a także zaangażowania w pielęgnowanie własnych, wyjątkowo ludzkich zdolności.

Warsztaty „Od inspiracji do innowacji” – nowoczesne modele uczenia się w organizacjach. 20-21.06. 2022 – dołącz w Warszawie lub online.

Na warsztatach „Od inspiracji do innowacji”  zdobędziesz konkretną wiedzę i narzędzia potrzebne do analizowania inspirujących trendów. Nauczysz się nowej kompetencji tzw. future literacy. Dowiesz się, jak przekładać je na konkretne rozwiązania biznesowe w twojej organizacji i zespole, podnosząc poziom innowacyjności i konkurencyjności Twojej organizacji.

Ten warsztat jest dla Ciebie, jeśli zastanawiasz się:

– jak wykorzystywać zdobywaną wiedzę z różnych obszarów np. konferencji, artykułów, podcastów itp. w codziennych biznesowych wyzwaniach

– jak użyć inspiracji do budowy nowych rozwiązań i innowacji

– w jaki sposób „połączyć kropki”, by budować użyteczne rozwiązania dla konkretnej branży

Szczegóły oraz zapisy znajdziesz na stronie: info.mastersandrobots.tech


Źródła:

  1. https://www.youtube.com/watch?v=5ActMBGuSeA
  2. https://www.youtube.com/watch?v=xhwZi1RHfZ0
  3. https://pfr.pl/dam/jcr:42fb0b02-bae5-4c78-b857-0349ae97f6df/Kompetencje_przyszlosci_7.06_ONLINE.pdf
  4. https://ibe-infocus.org/articles/future-competences-future-generations/
  5. https://www.desouttertools.pl/przemysl-4-0/wiadomosci/606/rewolucja-przemyslowa-od-przemyslu-1-0-do-przemyslu-4-0
  6. https://morethandigital.info/en/23-skills-of-the-future-important-skills-for-the-jobs-of-21th-century/
  7. https://www.getsmarter.com/blog/career-advice/5-pioneering-skills-youll-need-by-2025/
  8. https://www.weforum.org/agenda/2020/10/top-10-work-skills-of-tomorrow-how-long-it-takes-to-learn-them/
  9. https://www.hrtoday.ch/de/article/welche-kompetenzen-brauchen-wir-in-zukunft-adventsserie-collaboration
  10.  https://www.strametz.de/news/5-kompetenzen-f%C3%BCr-die-zukunft.html

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial